Spędziłem ponad tydzień w Chinach i ani razu nie wyciągnąłem portfela z gotówką. Nie użyłem żadnego banknotu ani żadnej monety. Karty płatnicze? Prawie ich nie widziałem. Zbliżeniowe „machnięcie” telefonem czy zegarkiem? To rzadkość granicząca z anomalią. Całe codzienne życie — od porannej kawy po wieczorny street food — kręci się wokół jednej dominującej aplikacji: Alipay. A właściwie dwóch, bo jej bliski rywal, WeChat Pay, jest równie wszechobecny. Razem tworzą system, który w praktyce rządzi płatnościami w kraju liczącym ponad 1,4 mld mieszkańców.









