Rząd ogłosił niedawno, że będzie wspierać „local content”, czyli polski wkład w realizacji dużych projektów inwestycyjnych. To, co przyjęto w jednym miejscu, nie obowiązuje jednak w drugim. Kolejne przetargi na komputery w państwowych instytucjach i znowu pojawił się warunek zdobycia niewymaganych unijnymi przepisami dwóch certyfikatów. Jeden polski producent nawet oba wyrobił, ale okazało się, że teraz urzędy potrzebują jeden z nich na bardziej wyrafinowanym poziomie. Skutek? Oferentami może być tylko dwóch globalnych graczy.




